|
Archiwum
Zakładki:
ogloszenie
Tak się bawią filologowie
Brać filologiczna szaleje ;)
Pomóż:
Zaglądam :)
Fons
|
poniedziałek, 21 stycznia 2008
wtorek, 16 października 2007
zamiast ponurych myśli wielu... (2007-10-16 00:24) ...jeden cytat z Marka Twaina: W zawodzie przedsiębiorcy pogrzebowego nie ma martwych sezonów. nie da się odmówić słuszności... :)
czwartek, 04 października 2007
moda ze wstępem greckim
(2007-10-04 00:05) wątek lektorów rozwija się zaskakująco. czekamy w napięciu na jutrzejsze 3 godziny zajęć z naszym czasowym panem V., z cichą nadzieją, że tym razem nie będzie nam tłumaczył, że w Grecji są dwa duże miasta i nazywają się Ateny i Saloniki, i że większość Grecji to góry. i że nie każe nam znowu odmieniać czasownika i zadawać nieśmiertelnego pytania (kiedy skończą się już inne) "ile znacie trybów?". biedni oni są, uczą dzieci, a potem nagle lądują na uniwersytecie, a tam dzieci są już duże. :) ale nie o lektorach dziś być miało, tylko o wadach potwora zwanego Modą. potwór ten panoszy się w powszechnie znanych sklepach odzieżowych i nie tylko, a jego ulubione zajęcie to pożeranie większości ubrań i zostawianie tylko nielicznych, które akurat pasują do wizji Trenda (Trend to jego mały, złośliwy towarzysz, przesiadujący na zapleczu i skreślający z listy losowo wybrane stroje). w efekcie wszędzie występuje dokładnie to samo, tylko w różnych kolorach i z różnych materiałów. a jeżeli komuś nie pasują spódnice do kolan, robiące z człowieka Kogoś Wyglądającego, jakby się Ubrał w coś Zupełnie nie dodającego mu Uroku, to nie ma rady, musi czekać do następnego roku. albo jeszcze następnego. albo jeszcze... sponsorem dzisiejszego odcinka jest pewne Duże Centrum Handlowe, położone blisko dużego dworca. bo grunt to mieć czasem nieskomplikowany problem ;) po czym poznać? (2007-10-02 23:57) po czym można poznać, że zaczął się nowy rok akademicki? na przykład po tym, że się jednego dnia skserowało mniej więcej 400 stron w trzech różnych językach, naświetlając przy okazji biedne własne oczy. pomocne bywa też pewne zjawisko, dziwnie przypominające ruchy ciał niebieskich, tylko zamiast wymienionych ciał niebieskich przemieszczają się zajęcia w i tak już mocno napiętym planie, będąc widocznie każde z osobna zdania, że są słońcem i wszystkie pozostałe powinny z związku z tym radośnie do nich dostosować. a to dopiero pierwszy dzień, więc kto wie, jakie jeszcze niespodzianki przyniosą trzy następne? a nie, przepraszam, jedna jest pewna: jutro poznamy naszych lektorów, których tożsamość do tej pory jest utrzymywana w ścisłej tajemnicy przed wszystkimi, z władzami kierunku naszego włącznie. cokolwiek czai się na nas, z całą pewnością nie jest nudą :)
sobota, 22 września 2007
kolejna porcja marudzenia, można współczuć (2007-08-21 00:04) praca uszlachetnia. podobno. w sumie, to prawda, ale ja w swojej przy okazji nauczyłam się uważać swoich przełożonych za idiotów/niesympatycznych/niew ychowanych/egocentryków/wyzysk iwaczy. oraz wymyślać po cichu 10 tys. sposobów na posłanie Kolegi i Przełożonego na dno najbliższego zbiornika wodnego z porządnym kamulcem jako obciążeniem. owszem, Kolega i Przełożony posiada również zalety i trzeba uczciwie przyznać, że potrafi być naprawdę miły. zrobił nam tym dzisiaj niespodziankę, bo ostrzegliśmy w restauracji z kierowcą, że mogą być atrakcje, a on był grzeczny i w świetnym humorze, że aż mi wstyd. ale nie ma sprawy, jeżeli tak żądają prawa Murphy´ego, mogę się tak wstydzić za każdym razem. gdyż ostatnimi czasy KiP, być może od nadmiaru pracy w sektorze turystycznym, fiksuje kompletnie i robi się niesympatyczny, niegrzeczny i nie do zniesienia. owszem, przytrafić się to może każdemu, ale mniej to jest zabawne ze punktu widzenia jedynej osoby, na której się może wyżyć, czyli mojej własnej. na kierowcy się nie wyżyje, bo nie mają wspólnego kodu językowego. na Szefowej się nie wyżyje, bo to Szefowa. na wycieczce się nie wyżyje, bo to klienci. więc spada wszystko na tłumaczkę. o! tyle na dzisiejszą noc, a następną audycję poświęcimy zaletom tegoż zawodu, żeby nie pozostawić mylnego wrażenia, że nie ma on ich wcale. ale póki co można współczuć biednej tłumaczce :). ciemne strony też (2007-08-06 22:28)
z pracą, którą chwilowo przyszło mi uskuteczniac, jest w sumie tak, jak
z nauczycielstwem - z dobrymi uczniami jest fanstastycznie, z
niechętnymi - ciężko. tu podobnie - dobra grupa jest świetnym
doświadczeniem, marudna - może porządnie utrudnic zycie. grupa, z ktorą
jeździmy teraz, jest naprawde w porządku i bardzo dobrze się z nimi
pracuje. jedyny problem to język - cypryjski od zwykłej grecki różni
się bardzo, a kiedy mówią "po zwykłemu", niektórzy i tak robią to dośc
szybko i niewyraźnie, więc czasami patrzę się na nich z wielkimi
znakami zapytania w oczach, niestety. na razie, bo trzech dniach pracy wiem, że większośc opowieści na temat takiej roboty przesadzona nie była. znaczna większośc. i że czasem wymaga nerwów ze stali, umiejętności klnięcia w duchu z kamiennym obliczem i powstrzymania się od natychmiastowego dania upustu swoim uczuciom przez trzaśnięcie zwierznika i kolegi zarazem w oblicze. nie, naprawdę przez większośc czasu jest w porządku :) gdzie się jest, a gdzie się nie jest (2007-08-06 00:01)
to, że się gdzieś jest, ma do siebie to, że automatycznie w wielu
miejscach się nie jest. to się wie, chyba, że ktoś opanował bilokację
(po spektaklu zapraszamy za kulisy;). to dość oczywiste wszystko, ale czasem to niebycie odczuwa się na równi z byciem. mnie na przykład nie ma teraz w Szczecinie - pierwszy raz robota przeszkada mi gdzieś pojechać, brrr... cóż, trzeba będzie się w odwecie robocie zaciągnąć kiedyś na jakiś żaglowiec :) nie ma mnie w Rosji. pal sześć i komary, przez które ledwo co dało się zobaczyć, pal sześć pracę przy pięćdziesięciu pięciu stopniach, i tak warto było :). nie ma mnie w Grecji. oj, jak bardzo mnie tam jeszcze pewnie długo nie będzie... za to jestem sobie w Zakopanem, bo mi się trafiła okazja do poznania turystyki od wewnątrz - znaczy, jeżdżę sobie po Polsce i mieszkam za darmo w fajnych hotelach i jem różne paskudne rzeczy :) czyli jestem chwilowo tłumaczem cypryjskiej wycieczki i się tego... no... rozwijam językowo. co prawda, powinnam raczej się zabrać z jakąś włoską, ale tak wyszło. zwiedzanie nabiera wówczas o wiele bardziej interesującego wymiaru. pytanie, co będzie, kiedy mi wreszcie każą tłumaczyć na grecki polskiego przewodnika gdzieś po drodze. łaaa :)
poniedziałek, 30 lipca 2007
nocne przygody (2007-07-30 11:31) wracanie z daleka może mieć różne konsekwencje, a jedną z nich stanowi problem przystosowania się z powrotem do naszej strefy czasowej. w tym przypadku to różnica "tylko" 2 godzin, ale w połączeniu z grafikiem pracy na wykopie efekty były interesujące. obudziłam się mianowicie tuż przed trzecią z jakichś majaków sennych i widząc w pewnej odległości od twarzy kwadrat nieco jaśniejszy od otoczenia, zaczęłam się całkiem serio zastanawiać, kto mnie porzucił nocą w jakimś wykopie pod ziemią. dopiero po chwili w dziwnym kwadracie rozpoznałam okno, a w tajemniczym miejcu - mój własny pokój. potem już do rana spokojnie śniłam o pertraktacjach z rosyjską mafią, która kogoś mi porwała. wiesci z daleka - dlugie (2007-07-16 16:36)
no wiec ergo - obiecane wiesci (ciekawe, czy ktos jeszcze na nie
czeka?:). tak naprawde daloby sie je strescic w: jest goraco, komarow
zatrzesienie, pyli nam z haldy na namiot przez dzien caly, a prysznicu
nie ma naszej ukochanej zimnej wody. bo tak wlasciwie zanioslo mnie (i nie tylko mnie) na wykopaliska, sprawdzac romantyczne mity o starozytnosci w praktyce. wskutek checi sprawdzenia tychze mitow znalazlam sie na naprawde zabitej dechami naprawde wsi daleko, daleko, gdzie psy wprawdzie szczekaja paszczami, ale poza tym nosi wszelkie znamiona konca swiata. woda w prysznicu jest z zalozenia zimna, czasem bywa rowniez lodowata i wtedy trzeba sie myc ostroznie, zeby nie znieczulic sobie od razu calej powierzchni ciala. komary... o wojnie z nimi mozna by spokojnie napisac poemat epicki rozmiarow niebagatelnych - nawet po spryskaniu lokalnym srodkiem (bo Off tutaj nie ma wiele do powiedzenia, nie zna warunkow i komary sie z niego smieja) o pieknej nazwie (do wyboru np. "Moskill" albo "Bezkomarin" - z tym trzeba ostroznie, w polaczeniu z woda moze wyzrec twarz) jest sie zagrozonym inwazja tych podlych !#$%^&* w tak interesujace miejsca jak oczy i uszy - rano w wykopie trzeba czasem miec ze soba spiralke, bo poki slonce nie zawita (a kopiemy od 6), atakuja bez oporow. genralnie przed sniadaniem smaruje sie srodkiem na komary, po sniadaniu - czyms przeciwslonecznym, z faktorem powyzej 30, bo inaczej ryzykuje sie zabawe w weza w porze linienia. dzieki komarom odpadaja tez nocne romantyczne spacery i wpatrywanie sie w usiane gwiazdami (u wreszcie je widac) gwiazdami niebo - pozeraja zywcem bez skrupulow i ulg dla studentow. jedzenie (darujcie, ze o tym, ale kiedy zbliza sie pora posilku, to bardzo wazny temat) rowniez dostarcza rozlicznych wrazen, nie dlatego, ze jest jakies szczegolnie trujace, bo nie jes, ale ze wgledu na zdumiewajaca wiernosc, jaka gotujace nam panie przejawiaja wobec niektorych potraw. w zwiazku z tym kazdy, kto obstawia, ze do jedzenia dostaniemy makaron, kasze, kotleta, kurczaka (dla wegetarian kapusta albo smazona cukinia), surowke (z ogorkiem oczywiscie) ma prawie 100% szase trafienia. co gorsza, po weekendzie, kiedy zywimy sie sami, i tak zaczyna sie tesknic za kasza :) i tyle wiesci na razie, reszta po powrocie juz zapewne, o ile przezyjemy powrot, bo sam pociag do Lwowa to 50 godzin, a potem trzeba jeszcze jakos dojechac do domu. chcialoby sie powiedziec, ze nie takie rzeczy sie robilo, ale jeszcze sie nie robilo. co tam, zrobi sie i juz :) w razie czego nastepna w kolejce Kolej Transsyberyjska :)
niedziela, 29 lipca 2007
w przelocie z daleka (2007-07-08 12:02) wszystkich zainteresowanych pani Celtis chciala niniejszym poinformowac, ze zyje, smazy sie i kopie. w ziemi kopie :) wrazenia w nastepnym odcinku, bo Rosja jest duza, wiec i wrazenia liczne. w kazdym razie - moskiewskie metro to jest cos, a w rostowskim bazarze mozna sie zakochac. serdeczne pozdrowienia dla wszystkich (gorace w takim upale bylyby jednak nie na miejscu)! |